Author Archives: Marek Bendkowski


  1. Strona Główna
  2. >
  3. Marek Bendkowski

Skąd pochodzą nazwy naszych produktów

Kochamy jazdę na rowerze i uwielbiamy jeździć w miastach całego świata. Nasze produkty uprzyjemnią każdą podróż rowerem dzięki sprytnym rozwiązaniom charakterystycznym dla miejskich rowerzystów, jak i wziętych bezpośrednio z technologii sportowych. Jeden z najbardziej oczywistych obszarów, w których inspirowaliśmy się kolarstwem klasycznym, stanowią nazwy naszych produktów – wiele z nich pochodzi z języka holenderskiego i francuskiego, jako że oba te narody mają silny związek z tym sportem.

STRAAT oznacza w języku holenderskim ulicę i jest to nazwa jednej z kolekcji naszych spodni do jazdy miejskiej. DRAAI to nazwa kurierskich szortów w stylu militarnym, a ich nazwa pochodzi od wyścigu van de Kaai Draai – elitarnego kryterium, które w ciągu ostatnich kilku lat wygrywali: Quintana, Contador, Valverde i Kittel . Następnie mamy MUUR, co dosłownie oznacza ścianę, ale odnosi się także do bardzo stromego podjazdu – najbardziej znany przykład stanowi Muur de Huy, na którym zawsze decydują się losy wyścigu La Flèche Wallonne.

PLAKKER to męska bluza Crankk idealna na chłodniejszą pogody lub nocną jazdę, a jej nazwa pochodzi od holenderskiego wyrażenia oznaczającego „osobę, która jedzie na kole innego cyklisty i nie ma ochoty współpracować”. Każdy z nas ma co najmniej jednego „Plakkera” wśród znajomych! KISSMISS to w 100% bawełniana koszula dżinsowa, inspirowana holenderskim przezwiskiem, odnoszącym się do dziewczyn wręczających nagrody na podium.

OMLOOP stanowi nasze unikalne połączenie koszuli i bluzy z kapturem, a pochodzi od słynnego klasyku Omloop Het Nieuwsblad. RENNER to kolejne holenderskie słowo oznaczające zawodnika i w ten sposób nazwaliśmy kilka naszych lekkich koszul – idealnych zarówno na codzień, jak i do jazdy na rowerze.

Z Francji zapożyczyliśmy nazwy takie jak ETAPE, COURSE i PISTE (co oznacza odpowiednio „etap”, „wyścig” i „tor wyścigowy”) i zastosowaliśmy je do trzech naszych różnych stylów spodni dla kobiet.

Naszą pierwszą kolekcję T-shirtów nazwaliśmy od wielkich klasyków kolarskich, stąd możesz na siebie założyć koszulki ROUBAIX lub LOMBARDIA, których projekt graficzny zainspirowany jest oldskulowymi plakatami pochodzącymi z wyścigów. Paris-Roubaix jest uważany za jeden z najtrudniejszych Klasyków Wiosennych, podczas którego zawodnicy walczą z wymagającymi brukowanymi drogami w północnej Francji. Il Lombardia to ostatni „monument” i tradycyjne zakończenie sezonu kolarskiego. Odbywa się jesienią, nieoficjalnie zwany „wyścigiem spadających liści”.

  1. Strona Główna
  2. >
  3. Marek Bendkowski

VELONEWS.PL: Firma Crankk zaprezentowała serię toreb kolarskich

Poniższy tekst ukazał się na stronach portalu velonews.pl:


Na targach Eurobike wpadliśmy z wizytą do chłopaków z Crankk. Ta prężnie rozwijająca się polska firma zaprezentowała kilka nowości. Celowo nie piszę na sezon 2017, ponieważ w chwili obecnej produkty o których będzie mowa są już dostępne w sprzedaży. Do tej pory oferta firmy Crankk ograniczała się do spodni, t-shirtów oraz koszul. Targi stały się okazją do zaprezentowania szerokiej publiczności ich nowych produktów. Są to torby, które podobnie jak cała kolekcja dedykowane zostały głównie osobom przemieszczającym się po mieście na rowerze lub też używającym roweru jako środka transportu np. do pracy czy na uczelnię.

 

Kolekcja toreb składa się z czterech modeli, dwóch małych oraz dwóch większych. Firma Crankk jakiś czas temu nawiązała współpracę z firmą Hiridersdrugs z Gorzowa Wielkopolskiego. Chłopaki z Hiridersdrugs to grupa zapaleńców specjalizująca się w składaniu rowerów na zamówienie oraz renowacją starszych konstrukcji. Ich domeną są rowery na kołach 28″. Jak się jednak okazało chłopaki mają również talent do wymyślania motywów graficznych. Dzięki ich uprzejmości firma Crankk mogła skorzystać z ich motywu z maczetą. Trzeba przyznać, że logo wygląda bardzo fajnie. Ponadto na stoisku firmy Crankk można było zobaczyć dzieła gorzowian.

Dwie większe torby z kolekcji noszą nazwy Machete oraz Orange. Są to średniej wielkości torby przeznaczone dla wszystkich, którzy kochają jeździć na rowerze. Doskonale mieszczą komputer, dokumenty w formacie A4 i wszystkie rzeczy, które potrzebujesz zabrać do szkoły, na uczelnię czy do pracy. Modele Machete oraz Orange różnią się od siebie jedynie grafiką.

Model Machete został wykonany z pomarańczowej Cordury. Na przedniej klapie widnieje logo użyczone przez chłopaków z Hiridersdrugs „BE LIKE MACHETE”. Model Orange został wykonany także z pomarańczowej Cordury lecz na jego klapie przedniej widnieje duże logo marki Crankk.

Dane techniczne:

  • materiał: Cordura
  • zmienny system nośny (może przełożyć główną szelkę z lewej strony na prawą i odwrotnie)
  • duża kieszenie z przodu torby (26x40cm)
  • mini kieszonka wewnątrz zamykana na suwak
  • pojemność: 20 L
  • wymiary: 18x28x40 cm
  • cena 269zł

Po braciach większych przyszła kolej na maluchy. W gronie nowości znalazły się także dwie mniejsze torby zwane popularnie nerkami. Ten rodzaj torb ma zdecydowanych zwolenników jak i zagorzałych przeciwników. Ja sam zrażony przed laty produktami kilku marek stałem się ich przeciwnikiem. Od pewnego jednak czasu za sprawą kilku różnych przemyślanych produktów zaczynam odkrywać ich zalety od nowa. Torby typu nerka możemy nosić klasycznie przy pasie z częścią ładunkową zarówno z przodu jak i z tyłu oraz nowocześnie na plecach przewieszoną przez ramię. Osobiście w ruchu miejskim wybieram tą opcję nr dwa. Mniejsze torby noszą nazwy Crankk oraz Green.

 

Torby Crankk oraz Green posiadają komorę zasadniczą, w której na jednej ze ścianek znajdują się dwie kieszonki wykonane z siatki dla lepszej organizacji oraz mniejszą komorę przednią na wszelakie drobiazgi. W przeciwieństwie do swoich większych braci różnią się między sobą budową. Nieznacznie ale jednak. Różnicę widać już na pierwszy rzut oka. Mianowicie model Crankk wykonany został z pomarańczowej Cordury i posiada na zewnętrznej ściance logo marki Crankk. Model Green wykonany został natomiast z Cordury w kolorze zielonym. Na zewnętrznej ściance znajdziemy nieco subtelniejsze logo wykonane techniką haftu oraz naszyte kwadratowe logo „BE LIKE MACHETE”.

Dodatkowym elementem wyróżniającą model Green jest pasek szlufek do których zaczepić możemy przeróżne gadżety, min. zwykłą lampkę nocną.

 

Dane techniczne modelu Green:

  • wymiary: 30x15x11cm
  • materiał: CORDURA
  • szlufki z przodu umożliwiające transport świateł rowerowych
  • zasuwana przednia kieszeń
  • wewnętrzne kieszonki z siatki dla lepszej organizacji drobnych rzeczy
  • cena 169zł

Dane techniczne modelu Crankk:

  • wymiary: 30x15x11cm
  • materiał: CORDURA
  • wewnętrzne kieszonki z siatki dla lepszej organizacji drobnych rzeczy
  • zasuwana przednia kieszeń
  • cena 169zł

  1. Strona Główna
  2. >
  3. Marek Bendkowski

OSTROBÓJ 3 – Amatorskie mistrzostwa na torze w Szczecinie

Zapraszamy na 3 edycję Mistrzostw Amatorów na Torze Kolarskim w Szczecinie 16 i 17 lipca 2016 roku organizowane przez SZNFIXED.

Emocje, które towarzyszą podczas startu w Ostroboju zapadają w pamięci na długo. To największe zawody na torze w Polsce. Przez dwa dni ostrokołowcy przejmują szczeciński welodrom. Testują swoją siłę i umiejętności w dziesięciu konkurencjach. Mają także okazję sprawdzić swoje rowery w ich naturalnym środowisku na torze!W Ostroboju może wziąć udział każdy zawodnik który od roku 2011 nie brał udziału w Mistrzostwach Polski organizowanych przez PZKOL z wyłączeniem Mistrzostw Polski Mastersów.

Pakiety Startowe:
do 1 lipca – 80 zł
od 1 lipca do 15 lipca – 90 zł
w dniu zawodów – 100 zł
Jedno dniowy pakiet – 70 zł

Formularz rejestracyjny: https://goo.gl/H7EcGT

Plan zawodów:

Piątek – 15/07/2016
Sesja treningowa 17:00-19:00

Sobota – 16/07/2016
1. 200m ze startu lotnego – kwalifikacje do sprintu
2. 400m ze startu zatrzymanego
3. Najdłuższa Runda
Przerwa Obiadowa
4. Finał Sprintów
5. Wyścig Australijski / Wyścig Eliminacyjny

Niedziela – 17/07/2016
6. 1000m na dochodzenie
7. 1000M parami
8. 2000M na dochodzenie
9. Wyścig Punktowy
10. 400 metrów ze starty zatrzymanego na rowerach szosowych

  1. Strona Główna
  2. >
  3. Marek Bendkowski

Pierwsza drukowana edycja magazynu PNT

W związku z wydaniem po raz pierwszy drukowanego magazynu PNT pierwsze sześć osób, które zakupią u nas przynajmniej jedną parę spodni otrzyma całkiem gratis egzemplarz tego wspaniałego wydawnictwa. Poniżej garść informacji od autorów.


Wiosną 2016 r. wydaliśmy w sumie piąty, ale drukowany pierwszy numer niezwykłego Magazynu PNT, promującego styl życia i bycia w przemieszczaniu się z punktu A do punktu B na rowerze. Na prawie 130 stronach, wydrukowanych na najwyższej jakości papierze, pełnych niesztampowych form graficznych i niezwykłych fotografii, czytelnicy otrzymują kapitalną lekturę – to inspiracja nie tylko dla miłośników przygód na dwóch kółkach, przyrody, ale również osób lubiących odkrywać nowe miejsca, także industrialne i miejskie przestrzenie.

Redakcję Magazynu PNT tworzy bowiem fantastyczna grupa entuzjastów, którzy w każdym numerze proponują podróże zarówno dalekie, egzotyczne, jak i te bliskie – weekendy z przyjaciółmi, po sąsiedzku, tuż za rogiem. W najnowszym wydaniu zabierają czytelników m.in. na lokalne „Into the Wild” po Bieszczadach oraz pełną kontrastów Ukrainę. Pomogą odkryć kosmiczną wyspę Pag, będą towarzyszyć lotnej korespondentce w Miami oraz pokonają 2 tys. km z ziemi polskiej do greckiej. Wszystko podane w osobisty, reporterski sposób, nieprzypominający w żaden sposób typowych magazynów rowerowych i nudnych przewodników.

Magazyn PNT w formie drukowanej można zamawiać poprzez formularz dostępny na stronie: pnt.time4.pl, można go również kupić w określonych punktach partnerskich, których liczba cały czas rośnie i zachęca do przejażdżki po odbiór swojej kopii. Adres strony magazynu to: pntmagazine.com.

  1. Strona Główna
  2. >
  3. Marek Bendkowski

Bike Days – Festiwal Filmów Rowerowych

Miło nam poinformować, że Crankk jest sponsorem Bike Days – Festiwalu Filmów Rowerowych, więcej informacji poniżej.

BIKE DAYS Festiwal Filmów Rowerowych odbędzie się w dniach 19 – 22 maja 2016 w Kinie Nowe Horyzonty we Wrocławiu. Zobaczymy 14 filmów o tematyce rowerowej zgrupowanych w 5 blokach tematycznych, ponadto w programie cykl krótkich metraży i sekcja konkursowa Platforma Filmów Rowerowych. Bike Days to także piknik i wyścigi na wrocławskim torze kolarskim, spotkania i wydarzenia towarzyszące.

Kina Nowe Horyzonty oraz na stronach www.kinonh.pl i www.bikedays.pl można kupować bilety na festiwalowe seanse. Cena pojedynczej wejściówki wynosi 17 złotych. Przy zakupie 3 lub więcej biletów w jednej transakcji, otrzymuje się imienny bilet wielokrotny w cenie 15 złotych za film. Rachunek jest prosty. Szczególnie, że do biletu wielokrotnego organizatorzy dokładają plakaty z 3 odsłon Bike Days oraz kupon zniżkowy na zakupy ciuchów Crankk.

 

Kolejna edycja Festiwalu Filmów Rowerowych odbędzie się pod hasłem „Wszystko, co pomiędzy”. Już po raz czwarty zobaczymy najciekawsze produkcje filmowe poświęcone cyklistom
i przestrzeniom około rowerowym. W programie znalazły się obrazy dokumentalne, fabuły, krótkie metraże i animacje dla dzieci. Festiwal otworzy pasjonująca opowieść o kolarskiej rywalizacji i sile rodzinnych więzi w reżyserii Johna Badhama z Kevinem Costnerem w roli głównej, American Flyers z 1985 r. Czy można sobie wyobrazić szosy równiejsze od amerykańskich, pustynnych autostrad i stromizny większe niż te w górach skalistych? Film zostanie wyświetlony na specjalnie ściągniętej z Londynu kopii, na zapomnianej już prawie taśmie – 35mm.

Program BIKE DAYS Festiwalu Filmów Rowerowych obejmie 14 filmów zgrupowanych w kilku blokach tematycznych i 2 wydarzeniach specjalnych. Myślą przewodnią tej odsłony przeglądu jest ZMIANA, stąd wiele filmów dotyczących „Wszystkiego, co pomiędzy” – punktami podróży, odcinkami czasu, obrotami rowerowej korby. Widzowie zobaczą m.in. rewelacyjny UnReal. Produkcja Anthill Films z 2015 r. celebruje opuszczenie sztywnych form rzeczywistości i prowadzi widzów w nieograniczoną przestrzeń górskich, ekstremalnych jazd MTB.

bikedays5

Transsylvania w reż. Levente Klára and Máté Pálla łączy ostre koło i najpiękniejszą drogę samochodową w Europie wg magazynu Top-Gear – Transfăgărășan. Pełen malowniczych, bajkowych, dziewiczych i dzikich krajobrazów film budzi zazdrość – chce się być na tej trasie. Z kolei nominowany do nagrody Michaela Powella (Edynburg 2013) i nagrody Tygrysa (Rotterdam 2013) Dummy Jim w reż. Matt Hulse’a miesza fikcję, dokument i animację, żeby przedstawić ekscentryczną przygodę niesłyszącego szkockiego kolarza Jamesa Duthie z rybackiej społeczności Aberdeenshire. W 1951 roku wyruszył on w samotną podróż z północnej Anglii do Maroka, by po trzech miesiącach trudów dotrzeć pod koło polarne.

Na uczestników czekają spotkania i dyskusje współorganizowane przez partnera Festiwalu, magazyn „Szosa” – W Galerii BWA dyskusję z twórcą autorskich ram rowerowych, Kamilem Uścieńskim, znanym jako „Kajak”, poprowadzi Borys Aleksy, redaktor naczelny magazynu Szosa. W Kinie Nowe Horyzonty porozmawiamy także z kolarzem długodystansowym, Remigiuszem Siudzińskim, który jako pierwszy i jedyny Polak ukończył solo RACE ACROSS AMERICA 2014 – 4800 km non stop, czas 11 dni 19 godzin 33 minuty – zapowiadają organizatorzy. Stałym punktem programu Bike Days jest współorganizowany z BWA Awangarda PIKNIK NA WELODROMIE. W programie komentowane na żywo zawody kolarskie, trening dla amatorów, zawody dla dzieci, strefa foodtrucków, otwarty warsztat sitodruku oraz zajęcia jogi dla rowerzystów. Nowością na pikniku będzie wieczorny, plenerowy pokaz filmu American Recycled, debiutu braci Hussin. To zapis dwuletniej podróży rowerowej, którą odbyli po amerykańskim Południu.

Po raz drugi odbędzie się konkurs filmowy „Platforma Filmów Rowerowych”.
15 kwietnia uruchomiony został system zgłoszeń do sekcji konkursowej Bike Days. – Dokument, fabuła, krótki metraż, animacja – nie nakładamy żadnych ograniczeń w zakresie formy. Ważne, aby film nie przekroczył 30 minut. Tym sposobem większa liczba twórców otrzyma szansę na festiwalową projekcję. Zachęcamy zawodowców i amatorów, reżyserów, operatorów i twórców pracujących kompleksowo. Przysyłajcie filmy – mówią organizatorzy. Wybrane produkcje pokazane zostaną w Kinie Nowe Horyzonty w sobotę 21 maja, gdzie jury wybierze zwycięzcę. Drugą nagrodę przyzna publiczność. Zgłaszanie filmów odbywa się poprzez formularz na stronie organizatora bikedays.pl/platforma do 15 maja.

Więcej informacji na stronie Bike Days.

  1. Strona Główna
  2. >
  3. Marek Bendkowski

Podsumowanie 2016 Rad Race Last Man/Woman Standing z Berlina

19ego Marca odbyła się pierwsza impreza z cyklu Rad Race zorganizowana podczas Berlin Bicycle Week. Rad Race to w tym siedem ostrokołowych imprez kolarskich w największych nemieckich miastach.

Przeprowadzona w Berlinie konkurencja to Last Man Standing i Last Woman Standing, czyli seria wyścigów na zamkniętym, krętym torze, które w systemie pucharowym wyłaniają najszybszego i najbardziej wytrzymałego zawodnika i zawodniczkę. 128 kolarzy i 36 kolarek z całej Europy staneło na starcie w celu wyłonienia spośród siebie najlepszej dwójki. Jesteśmy dumni z bycia sponsorem tak świetnie zorganizowanego i ekscytującego cyklu imprez!

9

Szczególne podziękowania należą się ekipie Rad Race za wytworzenie tak wspaniałej atmosfery w dość zimnych warunkach atmosferycznych. Na szczęscie wyprodukowane specjalnie na ten cykl imprez bluzy PLAKKER Crankk/Rad Race nie dały im zmarznąć 😉

Last Woman Standing to Francisca Campos (Raw Santafixie Team), Carla Nafria de Miguel (8bar Team) przyjechała druga, zaś Samantha Moreno (Dosnoventa) zameldowała się trzecia na mecie finałowego wyścigu.

RAD RACE Last Man Standing, Berlin March 19 2016 - Shot by Drew Kaplan 92

Last Man Standing to Augusto Reati (Supernova Bikes), a Stefan Vis (369/Bombtrack Bicycle co.) oraz Mattia Zoli (Supernova Factory Racing) przekroczyli linię mety na drugim i trzecim miejscu.

RAD RACE Last Man Standing, Berlin March 19 2016 - Shot by Drew Kaplan 93

Gratulacje dla wszystkich uczestników i zwycięzców!

Poniżej kilka zdjęć z samego wyścigu.

RAD RACE Last Man Standing, Berlin March 19 2016 - Shot by Bjo╠łrn Lexius 82

 

RAD RACE Last Man Standing, Berlin March 19 2016 - Shot by Drew Kaplan 91

 


Więcej informacji, zdjęć oraz filmów na stronie Rad Race.

  1. Strona Główna
  2. >
  3. Marek Bendkowski

ECMC 2016 – Mistrzostwa Europy Kurierów Rowerowych

Donosimy, iż Crankk został sponsorem Mistrzostw Europy Kurierów Rowerowych, które w tym roku odbęda się w ekstremalnie rowerowej Kopnhadze od 21 do 24 lipca. Będziemy firmować jeden z checkpoint’ów na trasie głównego wyścigu oraz nagrodzimy najlepszych w konkurencjach, które będą się odbywać podczas imprezy.

Jeśli jest wśród Was śmiałek, który zamierza powalczyć o mistrzostwo niech napisze do nas: info@crankk.eu. Chętnie wesprzemy lokalnego bohatera!

Więcej info na: www.ecmc2016.com

 

  1. Strona Główna
  2. >
  3. Marek Bendkowski

Poobijanym, starym rowerem miejskim przez Andy

Nie wiedziałem, czego się spodziewać po Mendozie. Zastała mi polecona, jako punkt obowiązkowy do zwiedzenia, przez Argentyńczyka, który powiedział, że to niezwykle piękna część świata. Ja z kolei wiedziałem już, że jest to także kraina wina Malbec – tak więc istniały dwa dobre powody, aby ją odwiedzić.

Mendoza pano

W rzeczywistości, Mendoza ma klimat górskiego uzdrowiska – trochę jak Aspen i Steamboat Springs w USA lub Andorra la Vella i Chamonix w Europie. Miasto leży bardzo blisko w gór, więc w okresie zimowym jest popularne wśród narciarzy i snowboardzistów. Kiedy jednak śniegi topnieją nadchodzi czas, gdy miejscowi chowają narty z powrotem w szopach i wyciągają swoje rowery szosowe lub górskie.

Rower sprowadza się tu przede wszystkim do codziennej jazdy użytkowej. W okolicach uniwersyteckich da się zauważyć pewną liczbę hipsterskich single-speed’ów, z podrasowanymi oponami, ale generalnie ludzie jeżdżą wszędzie na rowerach górskich (zapewne dlatego, że jakość dróg pozostawia wiele do życzenia). Wiele dzieciaków spotyka się w parkach i placach w mieście, siedząc na trawie, otoczonych ich masywnymi MTB. W nocy, gdy zapełniają się bary, ulice są nimi upstrzone.

Moje pierwsze dni w Argentynie spędziłem w Buenos Aires, gdzie było absolutnie lodowato. Nie tak zimno jak w Londynie, czy Krakowie, ale o wiele chłodniej, niż mógłbym się spodziewać. Odczułem więc ulgę, gdy dotarłem do Mendozy i wyszło słońce.

Mendoza selfie

Po przyjrzeniu się wycieczce rowerowej po winnicach i odkryciu, że kosztuje ona $150, postanowiłem pozostać przy klasycznej formule spontanicznej wycieczki rowerowej – znaleźć rower, odnaleźć wzgórze, zobaczyć, co jest na szczycie i zjechać z powrotem w dół jak Vincenzo Nibali zjeżdzając z Ventoux. Działa za każdym razem!

Na stronie hostelu, w którym nocowałem twierdzili, że wynajmują rowery, ale przy sprawdzeniu okazało się, że to najżałośniejsza kolekcja gruchotów, jaką udało mi się widzieć w całym moim życiu. W końcu wynająłem rozklekotany czerwony rower z wypożyczalni w głównym parku Mendozy. Prowadził się nawet nieźle i zaskakująco gładko wchodził w zakręty na zjazdach. Łańcuch spadł mi tylko trzy razy, więc było całkiem przyzwoicie.

Po szybkiej wycieczce wokół jeziora w centrum el Parco udałem się na zachód w kierunku Andów i mini-góry o nazwie Cerro de la Gloria. Na górze znajdował się dziwaczny, ale fajny pomnik.

Mendoza statue

Następnie wróciłem do miasta na jakiś posiłek regeneracyjny. W tym przypadku mogę go tylko opisać jako „super-pizzę”, składającą się przede wszystkim z sera, a następnie warstwy steków. Na podłożu z frytek.

Mendoza food

Jeśli udajesz się do Mendozy, to skorzystaj z okazji, aby wsiąść w pewnym momencie na rower. Miasto oferuje rowerowy plan miejski, podobny do tych, które można dostać w Nowym Jorku, Amsterdamie i Londynie. Dodatkowo, działa tam wielu operatorów turystycznych, mogących zorganizować ci wycieczkę.


Tom Owen, to dziennikarz zajmujący się tematyką rowerową, który przemierza świat w poszukiwaniu przygód na dwóch kołach. Na rowerze zjeździł Bali, Wietnam, Andorę, Hiszpanię, Kambodżę, Tajlandię i Wielką Brytanię. Tej zimy wybiera się do Ameryki Południowej, aby eksplorować kulturę rowerową Boliwii, Argentyny, Kolumbii i wielu innych miejsc. Tom będzie nam opisywał swoje doświadczenia, tak więc zaglądajcie na nasz blog, aby na bieżąco sprawdzać postępy w jego podróżach.

  1. Strona Główna
  2. >
  3. Marek Bendkowski

Scena rowerowa w Buenos Aires

Podczas pieszych wycieczek po Buenos Aires możesz usłyszeć historię dotyczącą populacji gołębi w mieście.

Jak głosi legenda, założyciele miasta byli zdeterminowani, aby B.A. wyglądało i miało klimat „prawdziwego” miasta europejskiego, włącznie z kopiowaniem stylów architektonicznych Paryża, Wenecji, Wiednia i Florencji (wymieniając tylko kilka) – w związku z czym postanowili sprowadzić również gołębie do miasta z drugiej strony Atlantyku. Oczywiście gołębie szybko zaaklimatyzowały się w Ameryce Południowej, rozmnażały się w szybkim tempie, a ich liczba szybko wzrosła. Reszta, to (nieco wątpliwa) historia.

DSC_0025_branded

W ciągu ostatnich pięciu lat miejska jazda na rowerze przeżyła podobny rozkwit i podczas gdy rowery dotąd przez wiele lat stanowiły powszechny, funkcjonalny środek transportu to ich popularność, jako element stylu życia i sposob na aktywny wypoczynek nigdy nie była większa.

DSC_0048_branded

Rouen to sklep rowerowy w dzielnicy Palermo, w Buenos Aires. Obszar ten jest najeżony kawiarniami, miejscami dla artystów i butikami. Jest to centrum kreatywności i wysoce pożądane sąsiedztwo, zwłaszcza dla młodych ludzi. Rouen otworzył swoje podwoje w 2012 roku i odniósł sukces wprowadzając na rynek nowocześnie wyglądające rowery, odwzorowujące światowe trendy obowiązujace w produkcji ostrych kół oraz eleganckich bicykli miejskich.

Większość ram w sklepie nosi odznakę Rouen, ale oferują rowery używane innych marek – w tym ten piękny, lecz mały, model vintage Pinarello. Gdybym był o 20 cm niższy, mógłbym pokusić się o zakup!

 

DSC_0033_branded

Kilka przecznic dalej, Michael, pracujący w Muvincorp, kolejnym hipsterskim sklepie rowerowym w dzielnicy Palermo, wyjaśnia, że samorząd miał także swój udział we wzroście popularności rowerów:

„Ścieżki rowerowe są tu od około pięciu lat, a ludzie, którzy nie czuliby się wcześniej bezpiecznie na ulicy, obecnie jeżdżą bardzo dużo. Widzę dużo więcej kobiet na rowerach, niż przed wybudowaniem ścieżek rowerowych. ”

W Muvincorp największe wyzwanie stanowi import produktów najwyższej jakości spoza Argentyny – cła są tak wysokie, że trzeba dużych narzutów, aby interes był opłacalny. Więc jeśli chcesz kupić siodełko Brooks England to lepiej przejechać granicę z Urugwajem i odwiedzić któryś z tamtejszych siostrzanych sklepów.

Ta urugwajska relacja przyczyniła się do powstania jednego z najfajniejszych rowerów oferowanych w sklepie – malowanego sprayem singlespeed’a, stworzonego przez urugwajskiego artystę grafficiarza zwanego Pum Pum-. Te efektowne grafiki mogą nie być zbyt atrakcyjne dla każdego, ale nam bardzo się podobały.

DSC_0052_branded


 

Tom Owen, to dziennikarz zajmujący się tematyką rowerową, który przemierza świat w poszukiwaniu przygód na dwóch kołach. Na rowerze zjeździł Bali, Wietnam, Andorę, Hiszpanię, Kambodżę, Tajlandię i Wielką Brytanię. Tej zimy wybiera się do Ameryki Południowej, aby eksplorować kulturę rowerową Boliwii, Argentyny, Kolumbii i wielu innych miejsc. Tom będzie nam opisywał swoje doświadczenia, tak więc zaglądajcie na nasz blog, aby na bieżąco sprawdzać postępy w jego podróżach.

  1. Strona Główna
  2. >
  3. Marek Bendkowski

Crankk na Eroica

Dziennikarz zajmujący się tematyką rowerową i przyjaciel Crankk, Tom Owen, wziął w tym roku udział w wyścigu Eroica w Toskanii we Włoszech. Wyścig odbył się przy najgorszej możliwej pogodzie w historii tej imprezy. Po włosku, Eroica znaczy heroiczna (bohaterska).

Jeśli chcesz wziąć udział w Eroica, musisz przestrzegać kilku zasad. Po pierwsze, trzeba jeździć na rowerze „heroicznym” – rowerze, który został zbudowany przed 1987 rokiem, posiadającym przerzutki na dolnej rurze ramy i wykonanym ze stali. Nie można stosować butów wpinanych (wyłącznie noski) i należy ubrać się w odpowiedni strój „vintage” – czyli koszulki i szorty z wełny, klasyczne czapki rowerowe (kaszkiety) i, jeśli jesteś w stanie je wyhodować, wielkie wąsy na twojej twarzy. Ostatni element nie dotyczy Pań.

DSC_0675 - branded

 

Istnieją cztery trasy, na których możesz sprawdzić swoje możliwości – 46km, 75km, 135 km i 206km. Ostatnia jest tylko dla prawdziwych bohaterów. Niektórym zawodnikom przejechanie 206km zajęło ponad 15 godzin.

My jechaliśmy na dystansie 135km i była to chyba jedna z najtrudniejszych rzeczy, jakich kiedykolwiek dokonałem na rowerze. Wszystkie trasy mają swój początek w Gaiole, małym miasteczku w regionie Chianti. Wyruszyliśmy w ciemności przed świtem, a pierwszą rzeczą, jaką trzeba było zrobić, to zjechać 330M do miasta Gaiole. Było to doświadczenie zarówno przerażające, ale i jednocześnie dające naprawdę dużo uciechy.

Po wschodzie słońca, ukazuje się niesamowity krajobraz i większość trasy pokonujesz po słynnych „strade bianche”, czyli drogach, które w zasadzie są wyłącznie drogami wiejskimi. Podczas deszczu zamieniają się one w rzeki błota i brudu. To jak jazda w klasycznym wyścigu po nawierzchni brukowanej, takich jak Roubaix czy Ronde. Ludzie, to był prawdziwy hardcore!

Jedyną możliwość odpoczynku od deszczu dają przystanki regeneracyjne. Chociaż zamiast żeli i batonów energetycznych, całe jedzenie stanowią autentyczne dania kuchni włoskiej. Tarty z dżemem, salami, oliwa z oliwek i ciepła herbata brzoskwiniowa. Dojeżdżamy i rzucamy się na stoły z jedzeniem jak wygłodniałe zwierzęta. Wpychając ciasto i nutellę w nasze usta, zanim zaczniemy je w ogóle żuć. Miło na chwilę schronić się przed deszczem, ale w końcu zdajemy sobie sprawę, że trzeba ponownie ruszyć w drogę.

DSC_0327 - branded

 

 

Jadąc pośród wzgórz Toskanii, mijamy mnóstwo winnic i sporą liczbę, wyglądających na wiekowe, klasztorów i zamków (połączyłem tu 2 zdania, bo tak chyba lepiej po polskiemu brzmi)

Ktoś z grupy łapie gumę i musimy błagać obcych o zapasową szytkę. W końcu ktoś nam oddaje swoją i możemy kontynuować. Dziekujemy Ci Mauro z Mediolanu. Jesteś prawdziwym bohaterem!.

Na kolejnym przystanku, z parujących mis jemy specjalność regionu, czyli „rigoletta”. Jest to gęsta zupa z chlebem i szpinakiem. To dodaje nam sił. Na postoju pijemy także sporo czerwonego wina na przystanku. To nas także wzmacnia.

Na ostatnie 50 km w końcu pojawia się słońce.

Ze słońcem za plecami czujemy natchnienie do dalszej jazdy, by atakować podjazdy tak mocno, ile starcza nam sił. Muszę jednak kilkakrotnie zsiąść i poprowadzić rower. Czuję się w tym momencie smutny i zdeprymowany, ale potem i tak wszyscy naokoło prowadzą rowery, więc nie wygląda to w końcu aż tak źle. Ktoś mi mówi, „Nie ma wstydu z pchania roweru na Eroica”.

DSC_0549_branded

 

Na ostatnich kilku kilometrach oddzielam się od mojej grupy. Jadę samotnie i w efekcie otrzymuję nagrodę – niesamowicie kręty zjazd z powrotem do Gaiole. Biorę każdy zakręt na maksimum. Z maksymalną prędkością. Mój stary, stalowy rower leci jak orzeł.

Linia mety to jedna wielka impreza. Spotykam innych, którzy jechali krótsze dystanse i już piją od kilku godzin. Dołączam się do zabawy.

Po przejechaniu 135km po Toskanii, w wełnianym stroju rowerowym, jestem pełen wdzięczności za nowoczesne materiały i ubiory. Mokra wełna przylepiona do skóry to najgorsza rzecz na świecie! Zwłaszcza, gdy nie wysycha, a ty ciągle masz perspektywę pedałowania przez kolejne 60 km.

X

Strona korzysta z plików cookies dla poprawnej realizacji usługi i zgodnie z Polityką Prywatności (pliki cookies pkt 9.). Możecie Państwo określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w swojej przeglądarce. Polityka prywatności

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close